piątek, 26 października 2012

Rozdział 3

Wieczorem tak jak Nathan powiedział spakowaliśmy wszystko do samochodu i ruszyliśmy do jego somu. Swoją drogą ciekawe. Po co mu apartament skoro ma swój dom w Londynie tylko z tego co się dowiedziałam to na drugim końcu tego miasta.
 - O czym tak myślisz.? - spytał Nathan po długiej ciszy.
 - O niczym ważnym. Daleko jeszcze.? - Nathan uśmiechnął się.
 - Nie. Ale z tego co widzę pojedzimy trochę dłużej niż myślałem. Straszne korki są. - zrobił kwaśną minę. Znowu nastała ta niezręczna cisza. Nathan włączył radio. Leciało akurat Call Me Maybe. Potem jednak puścili jakiś wolny kawałek. Piosenka była prześliczna. Opowiadała o zdradzie i o tym jak ciężko się z tym pogodzić. Widziałam jak Nathan się lekko uśmiecha ale widziałam też że jego oczy błyszczą. Czyżby wzruszył się tą piosenką. Matko..! Prawdziwa baba z niego. Na końcu usłyszałam tytuł piosenki. Brzmiał on "Warzone" i wykonywał ją jakiś boysband The Wanted czy jakoś tak. Pierwsze słyszę ale jak tylko zajedziemy do domu to sobie to sprawdzę.
 - Podobała ci się.? - z rozmyśleń wyrwał mnie Nathan.
 - Ale co.? - zapytałam go zdezorientowana.
 - No ta piosenka.?
 - Tak. Ta piosenka była przepiękna. Nigdy nie słyszałam piosenki która wyrażałaby tyle emocji. - Nath nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Znowu.! Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Po jakieś godzinie zatrzymaliśmy się przed czarną bramą. Nathan podjechał bliżej i wpisał jakiś kod czy coś a brama się otworzyła i jechaliśmy dalej. Jechaliśmy dróżką którą otaczały drzwa. Po niecałej minucie jazdy ukazał mi się uwaga, uwaga olbrzmi biały albo raczej kremowy dom. Chociaż nie. To była willa. Dookoła otaczały go drzewa, a przed nim było coś na tym ronda, na którym rosły piękne kwiaty. Jednym słowem WOW.
 - Ty..ty tu mieszkasz.? - zapytałam a on zatrzymał samochód i spojrzał na mnie.
 - Tak, ale jak już mówiłem nie sam tylko z kolegami.
 - Aha.. - Nath wyszedł z samochodu a zaraz po nim ja. Powiedział że po walizki przyjdzie później. Weszliśmy po schodach i Nath zadzwonił dzwonkiem. Nie czekaliśmy długo. Drzwi otworzył nam wysoki brunet.
 - Baby Nath wrócił! - krzyknął i uściskał chłopaka. - A to jest ta ślicznotka o której mówiłeś - Spojrzał na mnie. - Tom jestem powiedział i ucałował moją rękę.
 - Cassie. - powiedziałam i weszliśmy do środka. Po raz kolejny mnie zatkało. Salon był ogromny. Na środku stał średniej wielkości szklany stolik, duża beżowa kanapa a obok dwa fotele tego samego koloru. Ściana była bardziej kremowa a w niektórych miejscach miała odcień kawy z mlekiem. Na każdej ścianie wisiał jakiś obraz a przed kanapą wielka plazma.
 - Chłopaki już są.? - usłyszałam głos Natha.
 - Nie ale wrócą przed północą. - odpowidział mu Tom.
 - Chodź. Pokażę ci twój pokój. - zwrócił się do mnie Ntahan.

----
Przepraszam za błędy. Nie miałam czasu poprawiać. Liczę na komentarze. :)

niedziela, 7 października 2012

Rozdział 2


 Weszliśmy do środka a moim oczom ukazał się przepiękny salon. Jego ściany były koloru kremowego. Na środku stała duża kanapa tego samego koloru i dwa fotele do kompletu. Na ścianie naprzeciwko kanapy wisiał olbrzymi telewizor. Jednym słowem zatkało mnie na widok tego pomieszczenia. Moja ciocia zna takich bogatych kolesi.? I skąd on ma tyle kasy? Pewnie jego rodzice to jacyś biznesmeni albo może coś z polityki. Eee. Nie ważne. Nie mieszam się. Ma kase to nich ma!
 - Podoba ci się.? - usłyszałam za sobą głos Nathana.
 - Jasne! Tu jest pięknie.
 - To dobrze że ci się podoba bo będziemy tu mieszkać przez dwa dni a potem jedziemy do mnie. - Co? To nie jego dom?
 - Czekaj. To ty tu nie mieszkasz?
 - Tymczasowo tu mieszkam. Po prostu mieszkam z kolegami a oni wyjechali na małe wakacje. - Hah. Z kolegami? A może raczej kimś więcej? No co? Z "kolegami" mieszkają zazwyczaj geje. No chyba że jacyś mega kumple np w akademikach. Ale w jednym domu? - Chodź pokarzę ci pokój. - wziął moją walizkę i zaprowadził mnie w kierunku dębowy drzwi naprzeciwko kuchni. Zajrzałam do środka. Błękitne ściany, duże łóżko i biurko pod oknem. Ooo. I jeszcze balkon. Będę miała gdzie uciekać w razie czego.
 - To ja cie może zostawię samą. Rozpakuj rzeczy i rób co chcesz. Aa. Bym zapomniał. Jakbyś czegoś potrzebowała to mój pokój jest obok twojego a łazienka na przeciwko moich drzwi. No to myślę że dasz sobie radę. - powiedział i wyszedł. No może nie jest taki zły. Wypakowałam rzeczy i usiadłam na łóżku. Było niesamowicie miękkie. Po jakieś godzinie zrobiłam się głodna i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę. Był tylko ser! Nie no jeszcze wegetarianin. Ale trudno. Wzięłam plaster sera i obłożyłam nim chleb. Wróciłam do pokoju. Zjadłam i przejrzałam facebooka. Nagle usłyszałam jakieś dzwięki. Z początku nie wiedziałam co to ale po jakimś czasie usłyszałam dokładniej. Ktoś grał na pianinie. A ten dzwięk dobiegał z.. pokoju obok? Niemożliwe żeby ten cały Nathan potrafił tak grać na pianinie. Melodia była prześliczna. Miała delikatne dzwięki ale w niektórych momentach brzmiała mocniej. Po pewnym czasie dzwięki ucichły. Spojrzałam na zegarek. Było już po 23.00. Przebrałam się więc w piżame i poszłam spać.
  Obudziłam się jakoś o 9.30. Uszykowałam więc ubranie i poszłam do łazienki. Kiedy wyszłam zauważyłam że w kuchnie krząta się Nathan.
 - Dzień dobry. Jak się spało? - zapytał gdy tylko mnie zobaczył.
 - A dobrze dziękuję. - uśmiechnęłam się.
 - Głodna? - zapytał a ja pokiwałam głową. Natychmiast podał mi pełen talerz naleśników.
 - Wow. Tylko mi nie mów że sam to zrobiłeś.
 - Ee tam nic wielkiego. - uśmiechnął się. Umie gotować. To na pewno gej. - pomyślałam ale spróbowałam dania. Było przepyszne.
 - Słuchaj jest sprawa. Plany się zmieniły i już dzisiaj wieczorem możemy jechać do mojego domu. Jeśli się zgodzisz to chciałbym wyjechać przed 18.00.
 - Jasne nie ma sprawy. Tylko się spakuję. - uśmiechnęłam się i dokończyłam  posiłek.

czwartek, 4 października 2012

Rozdział 1


  Moi rodzice wyjechali na wakacje. Do Afryki. Ja nie chciałam jechać, bo powiedzmy że to ich drugi miesiąc miodowy w ich 20 rocznice ślubu. Czekam właśnie na lotnisku za moją ciocią. Zapomniałam. Rodzice na czas ich dwu miesięcznej nieobecności wysłali mnie do cioci do Londynu. Spojrzałam na zegarek. Spóźnia się już pół godziny. Postanowiłam do niej zadzwonić. Odebrała za drugim razem.
 - Cassie, skarbie. Stało się coś? - usłyszałam w słuchawce.
 - Nic takiego, tylko wiesz że jakieś 30min temu miałaś mnie odebrać z lotniska?
 - Co.? Czekaj. Dzisiaj przyleciałaś do Londynu?
 - No tak. A co?
 - A to, że jestem służbowo w Niemczech. Myślałam że przyjedziesz za dwa tygodnie.
 - Ale co ja mam teraz zrobić.? - zapytałam lekko przestraszona. Jestem w obcym mieście, nie znam tu nikogo i jeszcze nie mam gdzie mieszkać.
 - Słuchaj! Ja wracam za tydzień. Wynajmij pokój w jakimś hotelu na ten czas.
 - Ale ja nie mam aż tyle pieniędzy.
 - To daj mi chwilę. Syn mojej przyjaciółki też mieszka w Londynie. Zadzwonie do niego czy dałoby radę żebyś się u niego zatrzymała.
 - Ok. Niech będzie. - powiedziałam i rozłączyłam się. Hah. Jak mogła pomylić daty. Przecież to logiczne że początek wakacji to pierwszy tydzień lipca. W dodatku jak jej się uda wszystko załatwić to będę mieszkała z jakimś obcym facetem. Już bym wolała zamieszkać w jakimś motelu albo wrócić do Ameryki do domu. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni. Natychmiast wyjęłam z niej telefon i odebrałam.
 -Dobra wiadomość. Odbierze cię niedługo z lotniska. Masz czekać przed wejściem. - powiedziała ciocia niemal na jednym wydechu.
 - Ok. Ale jak go roz.....
 - Muszę już kończyć. - weszła mi w słowo - Obowiązki.
 - Ale.. - "pii, pii" rozłączyła się. No to teraz pytanie jak znajdę mężczyznę który daruje mi dach nad głową skoro nawet nie wiem jak on wygląda. Zrobiłam jednak tak jak mówiła ciocia i wyszłam na zewnąyrz. Przed lotniskiem krążyło wiele ludzi. Po prostu super! Teraz to już na pewno go nie znajdę.
 - Ty jesteś Cassie? - usłyszałam za plecami i natychmiast się odwróciałam. Przede mną stał dość wysoki chłopak, z grzywką zaczesaną lekko pod górę. Uśmiechnął się do mnie.
 - Tak. A skąd to wiesz? - zapytałam zdziwiona.
 - Ja jestem Nathan. Twoja ciocia Amelia przysłała mnie po ciebie. Będziesz u mnie mieszkać przez jakiś czas. - tego to się nie spodziewałam. Myślałam raczej że tym kimś będzie jakiś miły, starszy, siwy pan a nie chłopak który wyglądał na max 20 lat. Spojrzałam na niego a on znowu się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech. - To co jedziemy? - zapytał a ja pokiwałam głową. Zabrał moje walizki i ruszył w kierunku parkingu. Szliśmy trochę. Nagle Nathan zatrzymał się. Przed sobą ujrzałam czarne ferrari enzo. OMG. Czy to jest jego wóz? Tak. Na pewno. Potwierdziłam kiedy zobaczyłam jak otwiera drzwi i pakuje wszystko do środka. Po chwili wszedł do samochodu a ja usiadłam nam miejscu obok.
  Jechaliśmy w milczeniu. Powiedzmy że Nathan przestrzegał przepisów chciaż czasami dodawał gazu. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się przed olbrzymim budynkiem.
 - Jesteśmy. - powiedział i wysiadł z samochodu. Klucze oddał jakiemuś facetowi i wyciągnął walizki. Po chwili ferrari zniknęło za zakrętem. Weszliśmy do środka. No tak to jakiś apartamentowiec. Chłopak wsiadł do windy a ja razem z nim. Wcisnął przycisk i pojechaliśmy na piąte piętro. Ujrzałam prześliczny korytarz. Jego ściany były brzoskwiniowe a w kątach stały kanapy, fotele i małe szklane stoliki. Nath wyciągnął klucze i otwarł pierwsze drzwi naprzeiwko windy. Weszliśmy do środka a to co ujrzałam było niesamowite.